Niepewność bywa czasem gorsza niż brak uzbrojonej straży.

Grupa naszych niszczycieli z lotniskowcem „Enterprise” skierowała się na zachód, weszła na Morze Wschodniochińskie między łańcuchem wysp Ryukyu i po wyznaczeniu od południa nowej granicy poszukiwań, skręciła na północ, w naszą stronę. Jest teraz jakieś trzydzieści pięć mil stąd na południe. - A co to za jednostki na północy? - Japońskie okręty ochrony wybrzeża. Ich okręt flagowy to krążownik „Shirain”, mający na pokładzie eskadrę śmigłowców. Oni także przeszli na tę stronę archipelagu i skręcili wzdłuż rowu Ryukyu na południe. Dzieli nas od nich około pięćdziesięciu mil. - Beltrain wskazał szereg innych jaśniejących symboli, które na ekranie taktycznym układały się w szeroki łuk. - Tutaj, od wschodu, wszystkie głębsze przejścia zostały zablokowane przez łodzie podwodne. Tu jest „Takashio”... tutaj „Ashville”... tu „Jefferson City”. Płytszych przesmyków pilnują Oriony. Czerwoni zostali uwięzieni jak w sadzawce, nie dadzą rady się wymknąć. - Na jakie wsparcie możemy teraz liczyć? - Dowództwo floty pozostaje w ciągłej łączności z dwoma Vikingami bez przerwy patrolującymi ten obszar, a i my możemy się z nimi skontaktować w dowolnym momencie. - Wpadli na jakiś trop? - Cicho jak w grobie. Amanda pokiwała głową. - Rozumiem, Dix. Gdzie, według ciebie, mogły się ukryć pozostałe łodzie? - Moim zdaniem czerwoni mają dwie możliwości, pani kapitan. Albo zanurzyli się głębiej, wyłączyli silniki i siedzą na jakiejś termoklinie, licząc na to, że przejdziemy nad nimi, niczego nie zauważywszy. Albo też zawrócili w kierunku chińskiego wybrzeża. Garrett odczuwała narastające zmęczenie, które dawało o sobie znać szczególnie teraz, gdy opadło napięcie stoczonej niedawno bitwy. Właśnie z tego powodu poświęciła parę dodatkowych sekund na dogłębne rozpatrzenie sytuacji oraz podjęcie decyzji. - Jeśli przyczaili się gdzieś w głębinach - powiedziała w końcu - zostawimy ich lepiej przystosowanym do poszukiwań łodziom podwodnym. Oprzemy się na założeniu, że jednak zawrócili na zachód. - Przez chwilą szacowała odległości na ekranie. - Przyjmijmy, że od zorganizowania zasadzki na tajwańską fregatę płyną z maksymalną prędkością, jaką mogą im zapewnić ciche silniki elektryczne. Ile to jest? Sześć węzłów? - Lepiej przyjmijmy osiem, pani kapitan. - Dobra, niech będzie osiem. W takim razie oba okręty powinny się znajdować jakieś sześćdziesiąt mil na zachód od nas. Jak stoimy z paliwem? Beltrain uderzył w kilka klawiszy i przywołał na ekran aktualne dane. - Mamy zbiorniki zapełnione w sześćdziesięciu czterech procentach. - Wystarczy. Skręcimy na kurs dwa siedem zero i aż do północy popłyniemy z prędkością trzydziestu węzłów. Potem zwolnimy i podejmiemy intensywne poszukiwania. Jeśli dopisze nam szczęście, zaskoczymy łobuzów od tyłu i wtedy zamienimy im tę sadzawkę w zakratowaną celę. - Brzmi obiecująco, kapitanie. - Też tak uważam. Skontaktuj się w moim imieniu z dowództwem na „Enterprise” i przedstaw ten plan. Jeśli uzyska on aprobatę, wydaj odpowiednie polecenia sternikowi. - A co z naszymi śmigłowcami, kapitanie? Jak chce je pani wykorzystać? Amanda zamyśliła się na krótko. - Niech stoją na lądowisku. Dopóki pozostajemy pod osłoną siódmej floty, nasze załogi mogą trochę odpocząć. Zarządź pięciominutową gotowość dla jednej maszyny i piętnastominutową dla drugiej. Aha, jeszcze jedno, Dix. Jak wydasz już wszystkie rozkazy, przekaż swoje obowiązki oficerowi wachtowemu. Ty także powinieneś się przespać i zjeść coś gorącego. Nie chciałabym, żeby najlepszy oficer taktyczny zawiódł mnie w krytycznym momencie. - W porządku, mamuśku... Bardzo przepraszam, pani kapitan. Tylko szeroki uśmiech Beltraina uchronił go przed ostrzejszą reprymendą. Amanda również się uśmiechnęła i odparła: - Na drugi raz pilnuj się lepiej, młodzieńcze. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do rufowego wyjścia z centrum oraz schodków prowadzących na dolny pokład. Przez całe popołudnie trwała w stanie, który na własny użytek nazywała „Warunkami Zebra”. Starannie tłumiła w sobie wszelkie doznania, pragnąc zachować klarowność umysłu. Ale teraz jakby otwarły się zatrzaśnięte drzwi pamięci i do jej świadomości dotarły wtórne fale przerażenia, desperacji i paniki. Na szczęście były to doznania silnie stłumione, niejako widmowe, przelatujące przez swoisty ekran wspomnień, na którym samorzutnie odtwarzały się zarejestrowane obrazy z niedawnej bitwy